Jak uzdrowić siebie po byciu ofiarą

W byciu ofiarą najgorsze jest to, że faktycznie było się tą ofiarą… I także to, że w pewien sposób ludzie winę za to zrzucają na Ciebie.

I wtedy to Ty musisz:

  1. Przyznać to, że byłaś ofiarą (pogodzić się z tym, że niektórzy ludzie będą obwiniać Ciebie za to co się stało).
  2. To Ty musisz wybaczyć temu, kto Cię skrzywdził.
  3. To Ty musisz borykać się ze skutkami tego, co się wydarzyło.
  4. To Ty idziesz przez życie i na jakimś poziomie ciągle to przeżywasz, i co najgorsze,spodziewasz się, że znów coś takiego może się wydarzyć.
  5. To Ty musisz znaleźć w sobie na tyle siły, żeby to wszystko zrobić, mimo tego, że to Ty byłaś ofiarą…
  6. I najboleśniejsze: zaczynać wszystko od poziomu – 50, tam gdzie inni zaczynają życie z poziomu 0, tak ty zaczynasz z poziomu -50. Tam gdzie inni mają dobre schematy tego jak wyglądają dobre relacje, Tobie zajmuje pół życia, żeby się tego nauczyć.

    Tam gdzie inni dostają majątki po swoich przodkach, Ty musisz borykać się z problemami finansowymi, które odziedziczyłaś po innych w swojej rodzinie (czy to faktyczne problemy finansowe, czy też sposób w jaki oni obchodzili się z pieniędzmi).
  7. I to Ty, i tylko Ty masz szansę to uleczyć… uleczyć ten drobny kawałek wszechświata, który należy do Ciebie.

Jest to bardzo bolesna część życia, ale jeśli chcemy mieć pełne, radosne życie to niestety nie ma od tego ucieczki. Trzeba to zrobić.


Dobrze, jest sobie zdać sprawę z tego, że jest się tą ofiarą w jakimś obszarze, czy to będą relacje, czy to będą pieniądze czy zdrowie psychiczne, czy fizyczne.

Wiele się słyszy na temat tego, żeby przestać być ofiarą.

I to jest prawda – im szybciej uleczymy tę część siebie, tym lepiej. Tym więcej zyskujemy pełnego, dobrego, obfitego życia.

Ale wyjście z bycią ofiarą to nie jest kwestia logiki.

To jest kwestia podjęcia decyzji i zajęcia się tym. I tak jak we wszystkim w życiu, jest to kwestia doboru różnych narzędzi i technik, tak żeby pasowały NAM.

Tak, żebyśmy potrafiły ich użyć i tak, żeby przyniosły nam rezultaty.

Ja sama też byłam ofiarą.

I to w różnych obszarach.

I tam gdzie już myślałam, że już jest dobrze, że już jestem uleczona, tam znów natrafiałam na blokadę w rzeczywistości i okazywało się, że muszę wrócić do tablicy i znów odrobić tę samę lekcję, tylko tym razem lepiej, głebiej i prawdziwiej.


Jednym z takich obszarów były relacje z mężczyznami. I nie było to coś co było świadome, wręcz przeciwnie.

Na co dzień miałam bardzo dobre relacje z mężczyznami.

W rodzinie, pracy czy wśród znajomych.

Zmieniało się to, kiedy te relacje stawały się męsko -damskie. Wtedy bardzo często górę brały te wszystkie obolałe i nieutulone części mnie.

To one czasami,szczególnie w tych ważnych momentach, przejmowały kontrolę nad tym co wiedziałam.

Nad tym co już przepracowałam.

I nie miałam wyboru. Musiałam wrócić do mojej tablicy i przepracować jeszcze raz tę samą lekcję.


Musiałam zaprosić wszystkie te swoje połamane i poturbowane części do stołu, i przyjrzeć się im, ukochać je.

One muszą być ukochane, żeby przestały nas kontrolować.

Musiałam z nimi pochodzić, w sensie dosłownym, poprzebywać z nimi na co dzień.

Poznać je, zrozumieć, ukochać, przyjąć to co mają do powiedzenia.


Na szczęście, i to jest bardzo ważne, przypomniałam sobie o tym, że kiedyś miałam podobnie też w innych relacjach.

Dzisiaj już o tym nie pamiętam na co dzień, ale kiedyś brały nade mną górę te nieutulone części mnie też w innych relacjach, i udało mi się to krok po kroku zmienić.

To w sumie nie było jakoś super trudne.

To było tylko zauważenie schematu, zatrzymanie się, i następnym razem zachowanie się inaczej.

To jest proces zdrowienia, to trzeba wykonać w prawdziwym życiu.

error: Content is protected !!